Z tą kawą lepiej ostrożnie. Mimo że nie stawia na nogi, jest tykającą bombą owocową. Kawy bezkofeinowe od dawna mają swoje stałe miejsce na naszych półkach i w sercach, ale ta szybko wywróciła nasze przyzwyczajenia. Już przy pierwszym zetknięciu dostaliśmy soczystego puncha prosto w kubki smakowe. To jest decaf? Tak owocowy? Tak wyrazisty? Nie mogliśmy przejść obok tego obojętnie i nie podzielić się tym, co osławiona plantacja Nogales robi z kawą bez kofeiny. To rodzinne gospodarstwo prowadzone dziś przez Oscara Hernandeza, trzecie pokolenie farmerów z Huili, od lat łamie kawowe konwenanse, co znalazło potwierdzenie w wygranej Cup of Excellence w 2006 roku.
Obróbka zaczyna się klasycznie. Ręczny zbiór, flotacja oddzielająca dojrzałe wiśnie, następnie 24 godziny fermentacji i dokładne mycie. Potem spokojne suszenie na podniesionych stołach, aż ziarno osiągnie pożądany poziom wilgotności.
Dopiero później wchodzi dekofeinizacja. Najpierw ziarna zanurzane są przez 4h w gorącej wodzie (40°C), która pozwala wypłukać kofeinę. Ten etap jest powtórzony dwukrotnie. Następnie używany jest naturalny moszcz, czyli ekstrakt pozyskiwany z łupin i miąższu wiśni kawowca. Cały proces opiera się wyłącznie na składnikach pochodzących z samej kawy. Na koniec ziarno jest ponownie myte i dosuszane, tak aby zachować czystość profilu i naturalną słodycz w filiżance.